Im oryginalniej, tym gorzej

Coraz częściej spotykam się z okolicznościami, w których kiedy słyszę jak na imię swojemu potomkowi dali jego rodzice zbiera mi się na śmiech. A to najbardziej bajtowa reakcja. Czasami zdarza się również, że chce mi się płakać, bywam załamany, zawstydzony, po prostu nie mogę uwierzyć. O stylu się oczywiście nie kłóci, to co ma prawo nie przypadać do gustu mojej osobie, pozostali mogą uważać za doskonałość – i vice versa. Rzecz jednak w tym, że jestem zdania, iż niektóre imiona tak dobitnie zakorzenione są w naszych umysłach, tak bezdyskusyjnie się nam z czymś lub kimś jawią, iż ogromnym wyzwanie jest chrzczenie w ten sposób swych dzieci, które dodatkowo posiadają nasze nazwisko. Spotkałem się np. z człowiekiem o imieniu Adolf, i paradoksalnie nie był z Niemiec. W swym życiu dostąpiłem okazji ścisnąć rękę Albinowi, który kompletnie nie miał śnieżnobiałej skóry a także Alfonsowi, który bynajmniej zarabiał na życie pracując w dzienniku – i nie była to przykrywka. W sferze politycznej Polski głośno udzielają się także ludzie o dźwięcznie brzmiących imionach Maria – jest przecież Pan Rokita oraz prezydent Komorowski – czy wam również coś tu nie gra? Jeśli rozchodzi się o panie, moja kumpela ma na imię Genowefa i nawet nie pytajcie czy ma na nazwisko Pigwa. istnieje też Sonia, która kojarzy mi się z malutkim, niegroźnym chomikiem, którego umieszcza się w terrarium, a także Żaklina, której imię z trudem przechodzi mi przez usta. Myślę, iż im dłużej i bardziej rodzice rozmyślają nad imionami dla swych maluchów, tym bardziej dramatyczne są tego efekty.

This entry was posted on środa, Październik 19th, 2011 at 19:41 and is filed under Bez kategorii. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

 

Leave a Reply